Archiwa kategorii: Opowiadania

Niech mu dobry Bóg wybaczy

Dla trzech wspaniałych kobiet: prababci, babci i mamy

 

Są takie dni, które pamięta się do końca życia, każdą płynącą sekundę. Zamykam oczy i powracają wspomnienia. Nigdy o tym nie opowiadałam. Do dziś. Dlaczego to zrobiłam? Mój czas tutaj już się kończy. Chciałam, aby ktoś o tym wiedział. Przez całe życie chodziłam do kościoła i modliłam się o spokój duszy mojego ojca. Mam nadzieję, że dobry Bóg wybaczył mu to co zrobił.
Czytaj dalej

Ostateczne rozwiązanie

Stało się. Trzy tygodnie przygotowań i w końcu byłem gotowy do działania. Nie mogłem tego dłużej odkładać. Czas naglił. Liczyła się każda chwila. Wydawało mi się, że przemyślałem wszystko. W Internecie znalazłem stronę o wiązaniu. Prosto i jasno wytłumaczono tam podstawowe zasady. Zakup sznurka był trochę problematyczny, bo to badziewie dostępne w sklepach nie nadawało się. W końcu odkryłem odpowiednie miejsce. Tanio nie było, ale przecież na bezpieczeństwie własnej żony nie będę oszczędzał.

Sklep z Michałami

Dedykacje będą dwie dla Joanny, bo mnie zmusiła i dla Michała, bo stał się inspiracją do rozpoczęcia kolejnej serii. Mam nadzieję, że jakoś uda wam się przeżyć. Jeszcze jedna uwaga. To będzie jednak BDSM-owskie.

 

Wstęp czyli słów kilka o modzie na bdsm

Recesja dotarła również do gazety. Po dziesięciu latach wydawca stwierdził, że nie opłaca mu się dalej utrzymywać pisma i zamknął je. Stałą pensję diabli wzięli. Przyszło rozejrzeć się za czymś nowym. Pismaków jednak w erze blogów jest pełno. W sumie mało już osób obchodzi, że „akwen wodny” to masło maślane, a „mimo że” piszę się bez przecinka przed że. Pojedyncze zlecenia wpływały. Śmierć głodowa mi nie groziła, ale niedożywienie z pewnością. Zaczęłam więc szukać czegoś co przyniosłoby mi zysk. Jedyne oferty  pracy w moim mieście dotyczyły szwaczek, kierowców ciężarówek i sprzedaży kosmetyków. Na szwaczkę mogłabym się ostatecznie przebranżowić, ale dziewięć godzin przy maszynie za pięćset złotych miesięcznie nie poprawiłoby mojej sytuacji w sposób znośny. Pozostawała emigracja lub wzięcie pożyczki na rozkręcenie własnego biznesu. Pierwsze odpadało, bo musiałabym się jakiegoś języka obcego jednak nauczyć, a ja ciut leniwa z natury jestem i języki mi zdecydowanie nie leżą, zwłaszcza obce. Szłam uliczkami mojego miasteczka, kiedy wstąpił we mnie duch natchnienia. Zanim doszłam do domu miałam już ułożony z grubsza plan. Wiązał się on z modą na BDSM, która zapanowała na świecie po ukazania się książki „Oblicz Greya siedemdziesiąt pięć” albo jakoś podobnie. Dokładnie rzec ujmując w cenie byli wysocy, bogaci, wysportowani mężczyźni, którzy biorą sprawy w swoje ręce i mają kajdanki z różowymi futerkami. Tyle tylko, że większość młodych (dodam śmiało naiwnych) kobiet trafiało co najwyżej na sfrustrowanych facecików,  których jedynym marzeniem było mieć seksualną zabawkę, cichą i uległą, a szczyt dominacji stanowi seks oralny. Nie brali pod uwagę, że żadna przyzwoita uległa cicha nie jest, nie była i nie będzie.

Czytaj dalej

JAnioły i przekleństwo uległości

Z dedykacją dla Joanny

 

Wstęp

Upał był nie do zniesienia. Żar lał się z nieba strumieniami, jakby ktoś na górze pomylił strefy klimatyczne. Mimo pootwieranych okien i drzwi firanka nawet nie drgnęła. Strumień wiatru wytwarzał jedynie mały wentylator stojący na biurku.

Kobieta siedząca przy biurku bezmyślnie wpatrywała się w przeciwległą ścianę. Błękit, który przez lata spłowiał absorbował jej uwagę do tego stopnia, że nie zauważyła, że jak ktoś wszedł do pokoju. Mężczyzna stał w drzwiach. Był niski, korpulentny. Mankiety białej koszuli wystawały spod idealnie dopasowanej marynarki. Mimo panującego upału na jego czole nie było ani kropli potu. Kobieta dopiero po dłuższej chwili zorientowała się, że nie jest sama. Skierował wzrok w stronę mężczyzny.

- Idź sobie – warknęła, prawie nie otwierając ust.

Ciszę przerywał tylko nieustający szum łopatek wiatraka. Kobieta wróciła do interesującego ją zajęcia. Nadal wpatrywała się w ścianę. Mężczyzna nie poruszył się. Całkowicie zignorował jej polecenie. Nadal stał w drzwiach. Mijały kolejne minuty. Obraz nie ulegał zmianie.

Czytaj dalej

Nic na siłę, wystarczy przecież wziąć większy młotek

Z dedykacją dla Niego

 

Była sierpniowa noc. Przez uchylone okno wpadały chłodne podmuchy wiatru. Kobieta siedziała w fotelu. Na jej kolach leżała książka. Jednak nie czytała jej. Wpatrywała się w ścianę. Konkretnie na wiszącą na niej ogromną fotografię. Nie było to mistrzostwo sztuki. Kilka nieoheblowanych desek, na których leżała mała czerwona róża. Tło było czarno-białe. Kolor miał tylko kwiat. Na delikatnie rozchylonych płatkach było widać trzy krople wody. Ciszę przerwało głośne pukanie do drzwi. A właściwie nie tyle pukanie co walenie. Tylko jedna znana jej osoba nie korzystała z dzwonka.

- Otwieraj!  – dobiegło ją wołanie.

Nadal nie zamierzała się ruszyć, ale wiedziała, że to nic zmieni. Osobnik za drzwi nie odejdzie. Miała rację.

- Nic na siłę – usłyszała i poczuła powiew chłodu. Drzwi nie wytrzymały naporu. Nie musiała odwracać nawet głowy, żeby wiedzieć kto w nich stał.

Czytaj dalej

Księżniczka i smok – opowiadanie zdecydowanie dla dorosłych

- A psik! – Głośno kichnęła księżniczka. – No tak, takiego pecha mogę mieć tylko ja – mruknęła pod nosem.

Deszcz siąpił od dwóch godzin. Księżniczka stała przykuta łańcuchami do skalnej ściany. Została złożona w ofierze. Smok od kilku lat pustoszył królestwo. Próbowano go przepędzić na wszelkie możliwe i niemożliwe sposoby. Musiał jednak czytać podręcznik „Jak zabić smoka” autorstwa znanego rycerza z Gdańska, bo na wszelkie, nawet te najbardziej wymyślne, pułapki nie dał się nabierał. A królestwo w wyniku jego działalności ubożało coraz bardziej. W końcu została już tylko jedna możliwość, oddać smokowi dziewicę. Próbowano już wcześniej, nawet kilka razy, ale osiemdziesięcioletnie panienki w moherowych beretach, gotowe poświęcić się w imię królestwa, nie przypadły gadowi do gustu. Owszem oglądał, macał, jedna to nawet twierdziła, że dyskutował z nią o wyższości szydełka nad drutami, ale nie wziął żadnej. A królestwo zmieniało się coraz bardziej. Młodzi uciekali w poszukiwaniu lepszego życia. Starzy siedzieli na gankach swoich domostw, wpatrując się w usianą dziurami drogę. Nadziei na lepsze jutro nie mieli, ale innego zajęcia też nie. Smok sprowadził kryzys, który trwał już piąty rok.

Czytaj dalej

Życie księżniczki jest trudne

Księżniczka ziewnęła. Do końca pozostało jej jeszcze osiem minut. Wiedziała, że to będzie najdłuższe osiem minut jej życia. Ostatnie osiem minut. Zamknęła oczy i lekko przygryzła wargi. W ustach poczuła metaliczny smak krwi. Zostało jeszcze siedem minut i czterdzieści pięć sekund.

- Dlaczego, do jasnej cholery nie może się to już skończyć – powiedziała na głos, przeklinać księżniczka. Kiedy w końcu do niej dotarło co zrobiła z jeszcze większym przerażeniem zaczęła się rozglądać dookoła. Zdawała sobie bowiem sprawę z tego, że księżniczki nie przeklinają. Nigdy też w jej ustach nie pojawił się taki wstrętny wyraz. Miała cichą nadzieję, że nikt nie usłyszał. I chociaż okoliczności ją usprawiedliwiały, to jednak czuła się podle. Przekroczyła granice. Do tej pory nikt z jej rodu nie musiał borykać się z taką sytuacją.  Nawet babcia, ta uwielbiana wynoszona pod niebiosa, seniorka rodu nigdy tak nie cierpiała. Do końca pozostało jeszcze siedem minut i piętnaście sekund. Czas wydawał się stanąć w miejscu. Mruganie rzęsami zajęło zaledwie piętnaście sekund. Księżniczce wydawało się jednak, że minęły wieki. Dochodziła powoli do siebie.

Czytaj dalej