Archiwa kategorii: Eksperyment

Dzień drugi czyli o radości płynącej z ważnych spraw

Obudziłam się o 9.00. No dobrze obudziłam się wcześniej, ale miałam w wielkim poważaniu wstanie z łóżka. Jak się idzie spać po trzeciej, to i trudno się dziwić. Wstałam, bo zadzwonił mój dręczyciel. Całą noc musiał myśleć, jak mnie zadręczyć. Wpadł na cudowny pomysł (tfu, żeby mu zielone żaby po kołdrze skakały, a niebieskie misie po ścianach tańczyły) żebym sama ułożyła listę zadań. W planowanie nie bawiłam się od jakiegoś czasu, dokładniej od momentu, kiedy stwierdziłam, że nie chce mi się, bo to i tak większego sensu nie ma, bo wszystko wywraca się do góry nogami. Ale dobrze. Chce, proszę bardzo. Naskrobałam siedem punktów. Nie miał powodów, żeby narzekać, ale to tylko mężczyzna, więc powody znalazł. I powykręcał wszystko kota ogonem. Eh, faceci.

Czytaj dalej