Archiwa kategorii: Bez kategorii

Zmiana

4 lipca 2014 (piątek)

To był trudny dzień. Najpierw martwiłam się o pewne zapalenie płuc, na szczęście w końcu zdiagnozowane i dobrze leczone. Co jak co, ale służbę zdrowia zdecydowanie trzeba leczyć. Wbrew pozorom łatwiej się dostać do lekarza na prowincji niż w wielkim mieście. Na dodatek coraz więcej specjalistów daje się złapać na spokój powiatowych szpitali. Jak zamierzacie się leczyć od razu przeprowadzajcie się na zadupie.

Czytaj dalej

Stach czyli dlaczego jestem leniwa

3 lipca 2014 r. (czwartek)

 

Zaczęło się od smsa z pytaniem dlaczego nie ma wpisu na blogu. Pozwoliłam sobie grzecznie go zignorować. Miałam nadzieję, że zapomni. Poza tym miałam zamiar uzupełnić. Trzy zdania: wywołałam wojnę o most, przejechałam na rowerze 40 km i nic mi się więcej nie chciało. Ale zapomniałam. Coś się działo, coś ktoś chciał i normalnie zapomniałam. Ma lepszą pamięć niż ja. Zadzwonił koło osiemnastej. Żadnego witaj, co słychać, jak się czujesz, tylko od razu: dlaczego nie ma wpisu? Nie wglądał na kogoś, kto ma ochotę pogadać. No to się przyznałam.

Czytaj dalej

Teoria skały

1 lipca 2014 r. (wtorek)

 

Dzisiejszy wpis miałam uzupełnić jutro. Jutro jest środa i zaczyna się nowe życie. Ale po dwóch godzinach snu zadzwonił telefon. Nie powiem, co pomyślałam. Nikt normalny do mnie nie dzwoni po dwudziestej we wtorek. Zwlekłam się z łóżka i wtedy mnie dopadała pewna myśl. Idąc i śpiąc na stojąco, doprecyzowałam całą teorię. Rano sobie ją przeczytam. Ciekawe jak będzie wyglądała, kiedy w końcu się wyśpię.

A w Honolulu pada śnieg

29 czerwca 2014 r. (niedziela)

O ósmej (niedziela jest!) obudził mnie telefon. Badmintoniści dzwonili, żeby oświadczyć, że jeszcze grają. Powiedzmy, że miałam ochotę zabić, natrzeć solą i chili i tak ze cztery razy. Obudzili to wstałam, włączyłam komputer i zrobiło mi się samej siebie żal i w ramach współczucia do własnej osoby poszłam spać. Budzik zadzwonił przed dziesiątą. Dwie dodatkowe godziny snu to cudowna rzecz.

A później w spokoju zjadłam śniadanie (dwa kawałki razowego chleba z sojową wędliną i masę czereśni). I sobie przypomniałam o wędkarzach. Trzeba było iść. Ryby brały, ale… wczoraj. A podczas zawodów oczywiście największe okazy urywały się z haczyków. Inaczej się nie da.

Czytaj dalej

Obrzydliwiec – czyli po co człowiekowi dominujący

28 czerwca 2014 r. (sobota)


Stwierdzam z całą stanowczością, że mam w życiu pecha. Zachciało mi się mieć dominującego, Pana i Władcę, Mastera. No to mam. Oczywiście musiałam trafić na najgorszy ze wszystkich egzemplarzy, no bo jakże by inaczej. Znęca się nade mną psychicznie i fizycznie i absolutnie nie daje się wychowywać. Wyobrażacie sobie równą potworność. A wyglądał tak sympatycznie i miło, ale jak to mawiał jeż, schodząc ze szczotki ryżowej – pozory mylą.

Czytaj dalej

Ogłoszenie całkiem poważnie

Chcę księcia, wróć na cholerę mi książę, uciążliwy może być, królewskie wychowanie nie jest najlepsze, a ja na tych wszystkich rodzajach widelców się nie znam. Zatem chcę Smoka. Może ziać ogniem. To jakoś przeżyję. Poza tym ma być tym wszystkim o czym piszą w Grey’u, opowiadaniach bdsm i na tutejszym forum. Tzn. ma spełniać wszystkie moje życzenia, wiedzieć czego chce i czego ja chcę, kochać ślady, które pozostawiam stąpając, być bogaty, bezżenny, opiekować się mną, wznosić ponad granice i koniecznie mieć buty w rozmiarze 46. Z tymi butami to dokładnie nie wiem po, ale na wszelki wypadek dopisuję.
Aha. Jestem uległa, mam 504-letnie doświadczenie i zupełny brak poczucia humoru.

Drobne uzupełnienie.
Szukam mężczyzny, pewnego siebie, który umie brać. Nienawidzę pytań typu: „czy nie za mocno?”, a „może wolałabyś tak?”. Szukam związku, stałego partnera (czytaj kogoś na co dzień), o sadystycznych potrzebach. Mężczyznę, z którym można pogadać o kwarkach równie dobrze jak o przyjemności płynącej z wbijania igieł. Kogoś, kogo nie będzie dziwić potrzeba dotykania męskiego ciała, lizania i tego typu podobnych zachowań. Mam zielone pojęcie o masażu i akupunkturze. Nie wiem dlaczego wszyscy upierają się przy tym, że uległa powinna leżeć, najlepiej związana i czekać, aż łaskawie zostanie wykorzystana. Podnieca mnie podniecenie mężczyzny. Lubię słyszeć – a teraz zajmij się mną.
Od czasu do czasu potrzebuję, aby ktoś zadał mi ból fizyczny. Nie mam ochoty na odgrywanie scenek typu niegrzeczna dziewczynka powinna dostać lanie. Mówię, że tego potrzebuję i już.
Odpada scat, animal, trwałe okaleczenie, wosk.

Poza tym decyduję o sobie. Nie chcę, aby ktoś wybierał za mnie kolor szczoteczki do zębów.

Chcę szczerości, nawet jak będzie bolało. I żadne tam, że to ja mam być szczera, a Ty wielki i wspaniały, i sam sobie ze wszystkim radzisz najlepiej. Albo wpuszczasz mnie do swojego życia, albo serdecznie dziękuję.

Nie mam nic przeciwko wolnym związkom. Nie traktuję seksu z innymi jako zdrady.

Nałogowo czytam. Nawet napisy na murach. W domu może nie być kieliszka wódki, a ostatnie pieniądze pójdą na książki.

Kilka słów wyjaśnienia

Zlikwidowałam wpisy. Nie chcę tworzyć czegoś, co może sprawić ból innym. Uległość, Dominacja dla wielu osób nie są zabawą. Zatracenie granic pomiędzy normalnością i światem przekraczania granic sprawia, że czasem przekroczy się jedną za dużo.
Nie ma ideałów, a wiele z moich opowiadań pokazywało takie, dając nadzieję, że takie coś może istnieć.
Uległe – pamiętajcie o jednym: Dominujący, nawet najlepszy nie przeżyje za was życia, bo ono jest wasze. Krzyczcie, kiedy jest wam źle, mówicie, że to co robi krzywdzi was i nie pozwólcie na to. Nikt nie ma prawa doprowadzić do przepaści i powiedzieć „skacz” Nie musicie skakać. Musicie za to żyć. Macie prawo być szczęśliwe. I to, że jakiś facet uzna, że jest dominujący, nie daje mu prawa by was spychać na dno rozpaczy.
Dominujący – uległa jest człowiekiem, nie zabawką, Czuje, kocha, pragnie, Jeśli nie umiecie wziąć odpowiedzialności za swoje czyny, jeśli nie potraficie oceniać tego co robicie z perspektywy tego jak wielką krzywdę możecie wyrządzić – to dajcie sobie spokój z bdsm. Bądźcie „normalnymi” mężczyznami, w normalnych związkach.
Pozdrawiam p.s.