Dzień trzeci czyli o karze za grzechy

Wstałam, ogarnęłam kilka rzeczy, które musiałam zrobić i usiadałam sobie przed telewizorem zamierzając się rozkoszować chwilową wolnością. Nawet nie wiecie, jak to przyjemnie uczucie. Chwila trwała dokładnie tyle, ile reklama jednego z banku. Może powinnam u nich konto założyć w ramach wdzięczności.

Dręczyciel zadzwonił. Miało go nie być do poniedziałku. Miał siedzieć na zadupiu, gdzie nie ma zasięgu i nie dociera internet. Miał załatwiać bardzo ważne sprawy. Mężczyznom nie należy wierzyć na słowo. Rozmowy przytaczać nie będę, bo długa była. Umoralniająca można powiedzieć.

W największy skwar kazał mi z domu wyjść i iść do sklepu po cholerne koszulki, takie zwykłe koszulki do dokumentów. Ich zakup mam w planach od jakiegoś czasu, ale zawsze są ważniejsze rzeczy. Bez koszulek da się żyć. Szczególnie w ten upał. Widział ktoś, żeby specjalnie po te cholery wychodzić? Ja nie widziałam. Za to teraz już wiem, że można. Całe sto sztuk nabyłam. Nawet zniżkę mi dali. Zamiast 12 zł zapłaciłam 9. To chyba w nagrodę za to, że w ten szczególny dzień, tuż przed zamknięciem do nich zawitałam.

Remont w domu trwa. W pokoju mam wściekle zielone ściany, prawie wszystkie. Do trzech mniejszych wybrałam niebieski. Pokój jest nietypowy, przez to ścian w nim więcej niż w normalnym. Jakby wzięła jeszcze żółty, to miałabym już komplet woda, piasek i las, a tak mam tylko trawę i niebo.

Tekst z tych, co miałam wczoraj napisać, napisałam dziś. Świat z tego powodu się nie złamał. Gwałtowne deszcze nie przyszły, ani żadna inna nawałnica. Poza wyładowaniami pewnego mężczyzny.

Po wczorajszych wyczynach na rowerze postanowiłam trochę pofolgować. Miało być spokojnie i delikatnie, a przede wszystkim bez trzęsienia. To poszłam na spacer – 5,39 km, czas 1:32,59, 586 kcal. Nawet mnie nic ugryzło.

A potem siedziałam przed telewizorem i nie zmierzałam się ruszać. Na złość całemu światu. Kiedy weszłam do wyłączyć kompa zahaczyłam o wiatrak. Próbowałam go złapać. Oczywiście prawą, chorą, ręką. Chyba zawyłam, a może tylko mi się zdawało, bo nikt z pomocą nie przyleciał. Mój wszechmocny stwierdził, że to kara za grzechy. W związku z powyższym napisałam cztery teksty. W tym jeden dość wredny. Jest 4.02. Idę spać. Ręka w końcu się trochę uspokoiła. Może moja kara się już odbyła…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>