Obrzydliwiec – czyli po co człowiekowi dominujący

28 czerwca 2014 r. (sobota)


Stwierdzam z całą stanowczością, że mam w życiu pecha. Zachciało mi się mieć dominującego, Pana i Władcę, Mastera. No to mam. Oczywiście musiałam trafić na najgorszy ze wszystkich egzemplarzy, no bo jakże by inaczej. Znęca się nade mną psychicznie i fizycznie i absolutnie nie daje się wychowywać. Wyobrażacie sobie równą potworność. A wyglądał tak sympatycznie i miło, ale jak to mawiał jeż, schodząc ze szczotki ryżowej – pozory mylą.

Zaczęło się zwyczajnie. Idąc na łatwiznę, wysłałam mu większość swoich opowiadań, dodając parę słów wyjaśnienia, co było rzeczywistością, a co fikcją. Przy okazji wytknął mi masę niejasności, literówek i tego co powinnam zmienić. Uwagi jak uwagi. Z wieloma się zgadzam, o pewne rzeczy walczyłam jak lew. Instynkt już wtedy we mnie wył, żeby uciekać, ale zignorowałam i mam dominującego, wrednego Obrzydliwca. Można powiedzieć, że sama go stworzyłam. Tyle tylko, że moja wersja była zupełnie inna, a ta wymknęła się spod kontroli.

Wpisy będą efektem jego znęcania się nade mną, w ramach doskonalenia warsztatu. Prawda jak pięknie brzmi. Nic tylko się zakochać. Jak kiedykolwiek będziecie chcieli powiedzie, przy jakimś Obrzydliwcu, że kochacie pisać, to ugryźcie się w język i spluńcie przez prawe ramię trzy razy. Może nie zauważy, albo od razu poproście, aby was zakneblował, wtedy nic niecnie nie wykorzysta przeciwko wam. Mój kocha wyciąganie tego, co mi nie chcę się zrobić, chociaż powinnam. Do tego absolutnie nie rozumie, że jeśli coś zrobi się pojutrze, to ma się całe dwa dni wolnego przed sobą. Sprawia mu piekielną (na pewno ma coś z tym miejscem wspólnego) radochę, chwytanie mnie na zwrocie „nie chce mi się”.

 

Generalne porządki czas zacząć
W ramach tego „nie chcę mi się” dziś zaczęłam robić generalne porządki. Zamiast grzecznie odkurzaczem przejechać i gdzie nie gdzie ścierą sprzątam uczciwie i zawzięcie. Nie, absolutnie mi nie kazał. Na ambicje mi za to wjechał. Skubaniec. I marchewką pomachał. Tyle tylko, że marchewkę dostanę za pół roku, w najlepszym wypadku. Sadysta jeden.

A w ramach przerw pomiędzy machaniem ścierką i zmniejszaniem stosu papierów piszę. To też jego pomysł. Z własnej woli za pisanie w sobotnie popołudnie bym się nie zabrała. W niedzielę, to rozumiem, ale w sobotę… Ale żeby sobie nie myślał, że będzie po ichninemu. Zaczęłam od rzeczy najłatwiejszych i najmniej problematycznych. Czyli od stworzenia listy świąt bezsensownych, które zaistnieją w najbliższych dniach. I tak 5 lipca będzie można bezkarnie łapać za biust, a 8 jest Dzień Grzania Dupska przed Telewizorem i Komputerem.

W ramach poganiania niewolników napisałam fascynujący artykuł o turnieju brydżowym. Fascynujący w tym znaczeniu, że udało mi się namówić na wspomnienia jedną z par. Rozmawiała ze mną głównie kobieta. Opowiadała o tym jak ją zmuszono (klątwa jakaś!) do nauki gry w brydża. Mąż nie miał partnera, to sobie znalazł. Dzięki temu artykuł wygląda w miarę przyzwoicie, bo wytłumaczyć laikowi na czym polega barometr na impy leży poza moimi zdolnościami. I nawet nie próbuj mi wmawiać, że jest inaczej (uwaga do Obrzydliwca).

 

Lampy, kredyt i noc

A teraz pytanie z tych zasadniczych: ile znacie osób, które myją klosze od lamp częściej niż trzy razy w roku. Właśnie dołączyłam do takich. Nie lubię tego robić. Mycie do pikuś. Ale tego, który wymyślić, że najpierw trzeba wykręcić żarówkę, potem oprawkę, a na końcu zdjąć klosz to bym w smole wytaplała i pierzem posypała. Dlatego tylko przecieram w ramach machania szmatą. No, ale nie dziś. Obrzydliwiec pewnie by nawet nie zapytał, czy umyłam. Ale jak ma być uczciwie to będzie.

Siedziałam sobie spokojnie i piszę o kredycie konsolidacyjnym (jeszcze kilka takich artykułów i zacznę się specjalizować w WIBORACH i marżach bankowych), kiedy zadzwonił telefon. Zawsze dzwoni w najmniej odpowiednich momentach. Dzięki temu zamiast myć okno poszłam oglądając ludzi grających w badmintona. Jeśli ktoś chce schudnąć to polecam. Pod warunkiem, że się ma sprawne kolana. Tylko żadna tam rekreacyjna wersja, ale uczciwa, olimpijska. Piętnaście minut i można zamęczyć nawet młodzieńca. Sama widziałam. O kredycie napisałam. Nawet w miarę zrozumiale.

Bardzo dokładnie sobie przypomniałam, dlaczego tak nie cierpię myć kloszy. Potem trzeba je znów założyć. Wkręcenie tych piekielnych oprawek stojąc na drabinie graniczy z cudem, a później okazuje się jeszcze, że coś nie dotyka jak powinno. Ale z drugiej strony lampy mam czyste.

Zrobiłam jeszcze zestawienie wydarzeń kulturalnych i zamierzam iść spać. Reszta poczeka na jutrzejszy dzień.

 

Pytanko

Jak brzmiało pytanie mojego Obrzydliwca po zapoznaniu się z niniejszym tekstem i ponarzekaniu na literówki? Co mogłam zrobić gdybym nie zajmowała się rzeczami zbędnymi? Mecz Brazylii z Chile to rzecz zbędna, a i tak oglądałam tylko karne. Zbędne jest granie w kulki albo układanie puzzli? Szaleniec, jak nic szaleniec. Jakby tego było mało przypomniała mu się „Dieta cud”. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>